O branży z perspektywami, jaką jest rynek budownictwa sportowego, rozmawialiśmy z Konradem Sobeckim - jednym z największych polskich specjalistów w tej dziedzinie,..." />
O branży z perspektywami, jaką jest rynek budownictwa sportowego, rozmawialiśmy z Konradem Sobeckim - jednym z największych polskich specjalistów w tej dziedzinie, prezesem Tamex Obiekty Sportowe S.A. Zapraszamy do lektury:
- Kto i jak inwestuje dziś w infrastrukturę sportową w Polsce?
- 99% źródeł finansowania to źródła publiczne. Dotychczas wszystkie obiekty sportowe budowane z pieniędzy publicznych dzielono na dwa rodzaje - pierwszy to obiekty o znaczeniu strategicznym, finansowane co najmniej w 50% przez ministerstwo, a drugi to obiekty niekwalifikowane jako areny sportu wyczynowego, finansowane przez ministerstwo w 33%. W pozostałych częściach finansowały samorządy. Dobrym przykładem finansowania publicznego jest wspomniany program „Orlik", przewidujący budowę sieci bezpłatnych kompleksów boisk sportowych w każdej gminie naszego kraju. Pozostały procent źródeł finansowania to środki prywatne. Obiekty budowane z prywatnych pieniędzy można policzyć na palcach jednej ręki. Wszystkie one są przeznaczone na cele komercyjne.
- Wcześniej inwestycji publicznych w obiekty sportowe praktycznie nie było. Jak rozwijał się ten rynek?
- Początki rynku budownictwa sportowego w Polsce to lata 90., pierwszymi klientami były osoby prywatne, zlecające zamówienia na własny użytek. Niemal 90% zleceń pochodziło właśnie od nich. Ta sytuacja utrzymywała się przez wiele lat, po czym około czterech, pięciu lat temu pojawił się nowy rodzaj zleceń - biznesowe inwestycje prywatne, takie jak hala piłkarska na warszawskim Bemowie czy klub J&J Sport w Krakowie. Wtedy też rozpoczął się wzrost liczby inwestycji publicznych, które dziś stanowią 90% naszych zleceń.
- Ile firm budownictwa sportowego działa obecnie na naszym rynku?
- Siłą napędową naszej branży są trzy, cztery duże firmy, choć sytuacja jest dynamiczna. Istnieje ponadto spora grupa mniejszych firm uzupełniających tę listę, w sumie możemy mówić o około 30 podmiotach tworzących ten rynek.
- To wystarczająca liczba?
- W tej chwili tak, jednak jeśli zwiększy się - a wszystko wskazuje, że tak będzie - zapotrzebowanie na budownictwo sportowe, to z pewnością znajdzie się miejsce dla nowych przedsiębiorstw, zwłaszcza, że działamy teraz na wspólnym, unijnym rynku. Przykładem tej sytuacji jest program „Moje Boisko - Orlik 2012", obecnie największy tego typu projekt inwestycyjny w Europie. W procedurę przetargową tego programu zaangażowane są firmy nie tylko polskie, ale i niemieckie, czeskie oraz słowackie. Udział w programie „Orlik" ułatwia zachodnim firmom zadomowienie się na naszym rynku, z pewnością będą one chciały zaangażować się także w kolejne projekty w Polsce.
- Jak wygląda dziś mapa obiektów sportowych w Polsce? Gdzie powstało ich najwięcej, a gdzie jest najwięcej do zrobienia?
- Najlepiej rozwinięte pod tym względem są Warszawa oraz Śląsk, najbardziej zaniedbany pod względem infrastuktury sportowej jest wschód Polski. Najbardziej „uśpiona" była do tej pory Łódź, co jest dość zaskakujące, biorąc pod uwagę wielkość tego miasta. Dobry przykład dały kilka lat temu Katowice, kiedy zmodernizowano infrastrukturę sportową w kilkudziesięciu tamtejszych szkołach.
- Ile jest wart polski rynek budownictwa sportowego? Jak wypadamy w porównaniu z sąsiadami - Niemcami, Czechami, Ukrainą?
- Szacowana obecna wartość tego rynku to według mnie około 800 milionów złotych; myślę, że ta suma będzie się przez najbliższe kilka lat zwiększała o około 30% rocznie. W porównaniu z sąsiadami wypadamy bardzo dobrze, nasz rynek jest bardzej interesujący niż czeski czy ukraiński, a niemiecki od kilku lat przeżywa zastój - stąd między innymi wynika zainteresowanie niemieckich firm polskim rynkiem.
- Przed nami wiele wyzwań, a największym będzie Euro 2012. Czy polskie firmy dadzą sobie z nim radę? Wiele mówi się o potrzebie zaangażowania firm zagranicznych, w tym chińskich.
- Moim zdaniem polskie firmy są w pełni przygotowane do wykonania zadań związanych z nadchodzącymi mistrzostwami. Zapraszanie chińskich firm do realizacji inwestycji Euro 2012 może być dobrą asekuracją, ale wierzę, że takie działania nie będą potrzebne. Jedynym problemem są terminy, w których firmy będą mogły przystąpić do realizacji tych projektów. Jeżeli rząd i podmioty związane z mistrzostwami dadzą odpowiednią ilość czasu na ich realizację, bez wątpienia uda się zakończyć te prace sukcesem - jeżeli jednak ten czas będzie zbyt krótki, to ani chińskie, japońskie czy niemieckie firmy nic tu nie pomogą.
- Czy zagraniczna firma wygrała już przetarg na budowę któregoś z obiektów w Polsce?
- Zagraniczne przedsiębiorstwa uczestniczyły w co najmniej kilkudziesięciu przetargach, zdarzyły się już zwycięstwa firm z Niemiec. Naszym problemem jest organizacja przetargów - przepisy dotyczące zamówień publicznych i przetargów są dla zachodnich firm na tyle trudne, że niemal wszystkie one kapitulują podczas debiutu na polskim rynku.
- Przepisy dotyczące przetargów publicznych nie ułatwiają życia przedsiębiorcom?
- Osobiście podzielam obawy prezydenta miasta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który stwierdził, że problemem nie są pieniądze ani nawet czas, tylko procedury przetargowe. Dziś uniemożliwiają one swobodne działanie komisjom przetargowym, które muszą stosować się do skomplikowanych regulacji prawnych. W rzeczywistości wykonawcy otrzymują na koniec procesu specyfikację przetargową z terminem nierealnym do zrealizowania. Dochodzi do sytuacji, w których proces przetargowy na budowę dużego obiektu trwa na przykład osiem miesięcy, a wykonawca ma następnie dwukrotnie mniej czasu na jego realizację. Dużym problemem jest też to, że jedynym kryterium weryfikacji ofert przetargowych jest w tej chwili cena, co w żaden sposób nie pomaga - ani jednej, ani drugiej stronie przetargu - stawiać na jakość oferowanych produktów. Kolejna sprawa warta analizy to studzenie chęci urzędników do podnoszenia swoich kwalifikacji i specjalistycznej wiedzy z zakresu budownictwa sportowego. Najwięcej informacji na ten temat mogliby oni uzyskać od firm z naszej branży, ale rzadko zabiegają o kontakt w tych sprawach, bojąc się, że natychmiast zostaną oskarżeni o stronniczość, sprzyjanie danej firmie.
- Innym wyzwaniem przy budowie obiektów sportowych są z pewnością rygorystyczne wymogi międzynarodowych federacji, takich jak IAAF czy FIFA. Jak udaje się spełniać ich oczekiwania?
- Rzeczywiście, od momentu wprowadzenia przez IAAF klasyfikacji obiektów sportowych otrzymanie odpowiedniego certyfikatu jest niezwykle trudne. Na przykład Bydgoski Stadion Miejski, który odnowiliśmy w niecałe 12 miesięcy, był poddawany bardzo długotrwałym i dokładnym kontrolom - sama nawierzchnia stadionu była badana w około 320 miejscach! Za pomocą specjalnego oprzyrządowania sprawdzano takie cechy nawierzchni, jak tłumienie energii czy sprężystość i grubość. Przeprowadzono również badania typowo inżynieryjne, podczas których sprawdzano m.in. szybkość odbioru wody ze stadionu. Proces był żmudny, ale zakończył się pełnym sukcesem. Na przebudowanym obiekcie odbyły się w lipcu Mistrzostwa Świata Juniorów - największa lekkoatletyczna impreza w historii zorganizowana w Polsce.
- Czyli w Polsce można budować obiekty sportowe na skalę światową?
- Absolutnie tak. Stadion w Bydgoszczy jako jedyny w naszym kraju posiada certyfikat pierwszej klasy IAAF, a zatem można organizować na nim każdą imprezę lekkoatletyczną, w tym mistrzostwa świata, Europy, czy też zawody olimpijskie.
- Dziękujemy za rozmowę.
Wywiad z Konradem Sobeckim - prezesem Tamex Obiekty Sportowe S.A.